zacznę od listu, który udostępniałam na twitterze oraz wysyłałam do wielu ludzi.
im pomógł, niektórym nawet w 100 procentach, przeczytaj, może on naprawdę coś zmieni.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć Aniołku!
Twój list
przyszedł. Mam nadzieję, że to będzie jednoznaczne z przyjściem nadziei na
kolejne dni.
Przepraszam,
ze list jest wydrukowany, ale nie wyrobiłam się do grudnia z napisaniem 50
takich listów. Przepraszam.
Mam
nadzieję, ze spiszę tu wszystko, co mam w głowie.
Będę Ci
mówić po imieniu. Tak normalnie, Aniołku.
Jeśli
zgodziłaś się na ten list to znaczy, ze coś jest raczej nie tak jak być
powinno. Ale nie martw się. Nadejdzie dzień, w którym każdy Twój uśmiech będzie
prawdziwy. Nadejdzie dzień, w którym podniesiesz się po raz ostatni, bo już nie
upadniesz. Nadejdzie dzień, w którym poczujesz w sobie siłę tak wielką, że
będziesz mogła zrobić wszystko. Nadejdzie dzień, w którym zrozumiesz, ze każda
jedna wylana przez Ciebie łza stworzyła silniejszą Ciebie. Nadejdzie dzień, w
którym wytrzesz ostatnią łzę, którą wywołasz pożegnaniem słabej Ciebie.
Nadejdzie dzień, w którym podziękujesz Bogu za wszystko, co Cię spotkało, bo
zrozumiesz ile dzięki temu wiesz i na ile jesteś już odporna. Nadejdzie dzień,
w którym twoja przeszłość będzie tylko wspomnieniem, a nie, prześladującym Cię
koszmarem. Nadejdzie dzień, w którym pokażesz wszystkim jak silna się stałaś.
Kiedy ten dzień nadejdzie? To zależy od Ciebie. Im mocniej i szybciej w to
wszystko uwierzysz, tym szybciej ten dzień nadejdzie.
Zawsze
mówię, że jeśli Bóg Cie wrzuca od razu na głęboką wodę, to znaczy, że widzi w
tym sens. To znaczy, ze wierzy w to, że sobie poradzisz i nie utoniesz. On w
Ciebie wierzy, więc czemu Ty masz nie wierzyć. A co jeśli jesteś tuż pod
powierzchnią, a nie na samym dnie?
Wystarczy, że zmobilizujesz siły i uratujesz swoje życie.
Ostatnio
oglądałam taki świetny film. Cytat z niego jest moim bio na twitterze. Brzmi
on, „Jeśli prosisz Boga o odwagę, to czy da Ci odwagę, czy okazję do wykazania
się nią?”. Coś w tym jest. Jeśli poprosisz Boga o szczęście, nadzieję i siłę,
to nie dostaniesz ich, tylko okazję do zauważenia, ze masz w sobie to
szczęście, tą nadzieję i tę siłę. Potem zaczęłam nad tym myśleć. Doszłam do
wniosku, że jeśli poprosisz Boga o swoją śmierć, to On da Ci okazję do zabicia
się. Ale to nie jest prawda. Jeśli poprosisz Boga o swoją śmierć to On da Ci 1
dzień więcej Twojego życia, abyś mogła je pokochać, bo wie, że to właśnie tego
potrzebujesz, a nie swojej śmierci.
A teraz
tak. Widzisz, ja cierpię na „Zespół Mojżesza”, co oznacza, że odczuwam potężną
potrzebę pomagania światu i ludziom. Szczerze to kocham. I właśnie dzięki temu
„Zespołowi Mojżesza” Ty spełniasz moje marzenie i tworzysz życie. Jak? Bo
widząc to jak cierpisz, zauważam sens w tej całej bezinteresownej pomocy innym.
Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, że zmuszasz mnie do życia. Twoja śmierć
była by dla mnie powodem do śmierci. To jest tak. Gdy widzę, że ktoś tonie,
dobrze wiem, że muszę być jego kołem ratunkowym. Nie mogę zniknąć, bo ty
utoniesz. Nie możesz utonąć, bo wtedy ja będę mogła zniknąć. Nie mówię, że
wasze problemy mnie trzymają przy życiu. Chodzi tu bardziej o taką zależność.
Bo staram się żyć dla was. Gdy widzę, że nikt mnie już nie potrzebuje, wiem, że
mogę odejść. Jednak wtedy zjawiasz się taka ty. Anioł ze złamanym skrzydłem,
którego muszę opatrzyć i wyleczyć, aby znów mógł latać i dolecieć po swoje
szczęście. To jest jak na pustyni. Często widzę tt, jako taką pustynię. Są na
niej obozy pełne ludzi. Ja siedzę kawałek od tych wszystkich obozów. Często
wyobrażam sobie, że siedzę chyba pod takim starym drzewem. Jestem niewidzialna
dla obozów, choć ja widzę was doskonale. I za każdym razem, gdy ktoś wychodzi
od ludzi by napić się swoich łez, ja wołam go do siebie i karmie go nadzieją i
miłością. Po czym on wraca do obozu, albo idzie drogą po swoje szczęście. Po
pewnym czasie, gdy znów pije własne łzy, zapomina, że ja wciąż siedzę w tym
samym miejscu. Słońce, które wyraża bycie niepotrzebnym mnie wypala i wysusza
wasze łzy pozostawione na moim sercu. Czuje, że umieram, gdy nagle pojawia się
nowa osoba, która karmi mnie swoimi łzami i zostawia za moimi plecami swój
krzyż. Ja oddaję jej nadzieję i uśmiech. I choć wydaje się, że zostałam z niczym,
to tak naprawdę mam wszystko, bo widzę obozy, w których każda z osób może
tworzyć moje życie.
Jeśli
chcesz zaprzeczyć, co do tego, że jesteś Aniołem, bo jesteś zbyt okrutna. Osoby
okrutne nie mogą tworzyć mojego życia, a ty to robisz. Jesteś Aniołem, ale nie
dostrzegasz swoich skrzydeł, które zniszczyli ludzi i twoje problemy. Ja zrobię
wszystko abyś je odzyskała. Nie oddam ci swoich, bo ich nie mam. Ale zrobię ci
je z twoich łez, problemów, nieprzespanych nocy i wylanej krwi. Nie pozbędziesz
się tego, ale to sprawi, że będziesz silniejsza, bo znów będziesz mogła
wzlecieć do góry. Nie mówię, że zrobię je szybko, ale jestem tu cały czas i
będę robić, co w mojej mocy, abyś mogła ponownie się unieść i uśmiechnąć do
chmur.
Nie waż się
nawet myśleć, że ja „tylko tak mówię” albo, ze „niby nas kocha, a nawet dzień
dobry nie napisze, nie spyta o humor”. Was jest naprawdę dużo. Nie dałabym rady
napisać do każdego „cześć skarbie x jak samopoczucie? Uśmiechnij się x”. To
niemożliwe. Ale co dzień rano piszę „Dzień dobry”. To ‘dzień dobry’ jest też do
Ciebie Aniołku.
Nawet nie
zdajesz sobie sprawy z tego, że, gdy przeczytam, choć jednego Twojego smutnego
tweeta lub porozmawiam z Tobą ten jeden raz, to potem przez długi czas martwię
się o to, czy ostatniej nocy nie płakałaś. O to, czy się szczerze uśmiechasz. O
to, czy mam się, o kogo w ogóle jeszcze martwić. Zazwyczaj przez kilka
następnych dni piszę do Ciebie i sprawdzam, jak się czuje mój Aniołek. Potem
już tylko stalkuje sprawdzając czy żyjesz. Gdy widzę, że znów jest źle, po
prostu do Ciebie wracam.
Jestem
osobą, która choćby nie wiem jak sama w danym momencie cierpiała, to, kiedy
zobaczy, ze komuś innemu jest źle, od razu myśli „To nie fair. Ona na to nie
zasługuje. To ja powinnam cierpieć za nią. To ja powinnam mieć jej problemy.
Jestem wielką egoistką. Teraz, kiedy użalam się nad sobą, mogłabym już jej
pomagać. Muszę jej pomóc. Muszę zdjąć z niej ten ciężar.”
Dlatego
nigdy, ale to NIGDY nie bój się do mnie napisać. Nie masz prawa myśleć, że mnie
to nie obchodzi, lub, że się będziesz narzucać.
Mam prośbę.
Uśmiechaj się i żyj. Uśmiechaj się i żyj, bo ktoś na tym całym świecie Cie
kocha. Kocha Cie cały czas i nie zamierza przestać. Co z tego, ze to tylko
jedna osoba? Każdy powód, dla którego warto się uśmiechać i żyć jest dobry.
Jeszcze
jedno. Nie piszcie do mnie, że jestem aniołem. Ja nie ratuję czyjegoś życia
zwykłym uśmiechem. Nie pytajcie, co u mnie, czy mam jakieś problemy. Ja nie
potrafię mówić o sobie, o swoich problemach. Nie jestem tu po to, aby rozwiązać
swoje problemy, tylko wasze. Jeśli chcecie mi w ten sposób podziękować, to
podziękowaniem dla mnie będzie to, gdy będę wiedziała, że szczerze się
uśmiechacie. To będzie moim szczęściem i sukcesem.
Dziękuję
Ci, że możesz to przeczytać.
Dziękuję
Ci, ze żyjesz.
Kocham
twoje serce i płuca, bo to dzięki nim jeszcze funkcjonujesz.
Przepraszam,
jeśli nie pomogłam ci wcześniej.
Pamiętaj,
ze jestem tutaj. Ciągle w jednym miejscu. Ciągle pod tą samą nazwą.
Pamiętaj,
że jeśli umrzesz ty, to umrze również część mojego serca, którą stanowiłaś.
Uwierz, że
masz skrzydła.
Uwierz, że
ratujesz moje życie.
Zauważ to
jak dobrą osobą jesteś!
Kocham Cię,
nie zapominaj o tym.
the fighter. xx